www.hlynur.pl

start o nas o nas sukcesy sukcesy multimedia multimedia teksty - właśnie tu jesteś... teksty galeria galeria linki linki linki eter kontakt kontakt



Program "Inwazja Neowikingów"

"Szpital marzeń"
"Teleturniej Omnibusiki"
"Ekonomia dla debili"
"Hobbyci"

Program "Polityka???"

"Kronika filmowa"
"Show polityczny"
"Kurs niewinności"
"Problem premiera"- piosenka
"Proces"

Program "Formy i konwencje"

"Skandynawski romans"
"Trzy siostry - Zawody w mistycyzmie kobiet"
"Western"
"Program telewizyjny - Jak osiągnąć sukces"

Program "Elwirka Wam wszystko wytłumaczy"

"Górnicy w galerii"
"Kibice"
"Musimy porozmawiać"

Program "Zakłady Przetwórstwa Mięsnego w Grudziądzu są super"

"Blues"- piosenka
"Dedektyw Kołalski"
"Ach ta skandynawska dekadencja dramat"
"Reklama"

__________________________________________________
__________________________________________________



Skecz "Szpital marzeń"

Ordynator
Pielęgniarka Agnes
Lekarz
muzyka z serialu "Szpital Marzeń", w trakcie scenki z aktorami; przechodzą, śmieją się, całują, płaczą itp. Muzyka się kończy.
Głos LEKTORA: Szpital Marzeń. Odcinek 164

Lekarz - Przyjechały dzisiaj dwie karetki na sygnale.
Ordynator -Przywiozły kogoś?
Lekarz - Tak, czterech nowych pacjentów. Wszyscy chorzy.
Ordynator - (wzdycha) Czy to się kiedyś skończy?
Lekarz - Wczoraj uratowałem człowieka.
Ordynator - Przeżył?
Lekarz - Tak.
Ordynator - Wiesz, Einar cieszę się, że jesteś w naszej ekipie. Czasem jak biegnę korytarzem do nagłego przypadku i po drodze zagadam się z kimś, czy zwyczajnie zaczytam się w czasopisma medyczne, to wiem, że ty tam jesteś i ratujesz to życie.
Lekarz - Ja mam to samo.
Ordynator - (patrząc na zegarek) Przepraszam jest czwarta. Idę na obchód. Pacjenci to uwielbiają.
Agnes - Doktorze, był telefon. Ktoś wzywał karetkę do pacjenta. Boję się, że może coś mu się stało.
Lekarz - (przyciaga Agnes do siebie) Och! Agnes!
Agnes - Och! Einar! Wszyscy domyślają się tego, co jest miedzy nami. Musimy to skończyć. Najlepiej jeszcze na tym dyżurze.
Lekarz - Skoro to nasz ostatni dyżur, to sprawmy, żeby był ostry.
Agnes - Einar...
Ordynator - (wbiega) Przywieźli pacjentów z wypadku. Strasznie kaszlą.
Lekarz - Agnes! Syrop! Dużo syropu! Muszą lezec w łóżku i się wygrzać.
Ordynator - (do lekarza) Nie wiesz, ile mamy jeszcze rumianku?
Lekarz - Sprawdzę w apteczce(wychodzi).
Agnes - Ordynatorze, czy będziesz dziś operował?
Ordynator - (przyciaga Agnes do siebie) Och! Agnes!
Agnes - Och! Ordynatorze! Musimy to skończyć. Nie mogę żyć w ciągłym strachu, że coś Ci się stanie. Tam na sali operacyjnej jest tyle ostrych narzędzi.
Ordynator - Nic mi nie będzie.
Agnes - Tylko tak mówisz. Parę osób straciło tam życie. (wchodzi lekarz)
Lekarz - Zapasy rumianku są na wykończeniu. Zostało tylko to pudełko.
Ordynator -(zastanawiając się głęboko) Myślę, że...powinniśmy kupić jeszcze jedno pudełko. Siostro, proszę się tym zająć.
Agnes - (dzwoni) Magazyn? Potrzebujemy rumianku. Co? Nie obchodzi mnie to! Stawką jest ludzkie życie! (odkłada słuchawkę)
Lekarz - Nie wiem jak funkcjonowałby nasz szpital, gdyby nie siostra Agnes.
Ordynator - Tak. Wczoraj to cała noc ściągała sygnały do karetek z internetu.
Lekarz - Gdyby na świecie była tylko Agnes, nie byłoby wojen. (schodzą, zostaje Agnes)
Agnes - Marzy mi się, żeby pacjenci byli szczęśliwi, a szpital był miejscem, do którego chce się wracać.


Tekst:K.L. Kacperek
Skecz pochodzi z programu "Inwazja Neowikingów"


__________________________________________________



Skecz "Teleturniej Omnibusiki"

Prowadzący
Magnus
Kristin
(po jednej stronie dwójka dzieci, po drugiej dorosły PROWADZACY- traktuje dzieci z góry, udowadnia, ze jest mądrzejszy, ale cały czas z uśmiechem na twarzy)

Prowadzący - Witam w teleturnieju: "Omnibusiki". Dziś (ironicznie) olśnią nas wiedzą Kristin-lat 12 i Magnus -lat 12. Przejdźmy do pierwszej rundy. Kristin. Twój ulubiony przedmiot to matematyka (Kristin kiwa), ale jak sama napisałaś Twój najgorszy to geografia. Stolica Portugalii?
Kristin - Lizbona.
Prowadzący - Akurat zgadłaś. Magnus. Historia. W którym roku zamordowano Juliusza Cezara. Ja wiem, a Ty?
Magnus - W 44 roku p.n.e. 15 marca
Prowadzący - Pytałem o rok, nie popisuj się. Dobrze, (uśmiech lekko złośliwy) mądrale. Julia, Literatura. Umiesz czytać?(Kristin kiwa)Uff. Podaj nazwisko autora "Mdłości"
Kristin - ???
Prowadzący - Nie wiesz? Ja to miałem na studiach.
Magnus - Mamy po 12 lat.
Prowadzący - ....Jean Paul Sartre, (szybko)urodzony 21 czerwca 1905 w Paryżu. Powieściopisarz, eseista, dramaturg i filozof, przedstawiciel egzystencjalizmu. Można?
Magnus - Pytanie było o nazwisko. Popisywał się Pan?
Prowadzący - ....Magnus, interesujesz się koszykówką,(Magnus kiwa) pewnie ze względu na wzrost, (Magnus kiwa) rzeczywiście jesteś wysoki...Dokończ przysłowie. Wysoki jak brzoza...
Magnus - Głupi jak koza.
Prowadzący - To było proste, zwłaszcza dla Ciebie. Kristin, jak się nazywa najmniejsza cząstka materii?
Kristin - .....
Prowadzący - (podpowiada: JON)
Kristin - Jon
Prowadzący - Źle. Atom. Magnus, najlepsze uniwersytety w USA to:
Magnus - Columbia, Harvard i ....nie wiem.
Prowadzący Oraz (ma napisane YALE i nie wie jak wymówić)Yjeejlll.
Kristin (podśmiechuje się, prawidłowo wymawia Yale) jejl.
Prowadzący Kristin. (patrzy w notatki)Pech, Geografia. Carrantuohill. Najwyższy szczyt Islandii. A propos, Marek, wiesz, że masz tam rodzinę?
Magnus - (zdziwiony)
Prowadzący - Nie wiedziałes, że żyją tam kozy?
Magnus - (stawia się)To pytanie konkursowe?
Prowadzący - Nie, rozluźniające. Kristin, podaj wysokość Carrantuohill.
Kristin - 1041 m n.p.m
Prowadzący - (parska śmiechem, pod nosem) 1042!
Kristin - Proszę Pana, nie musi się pan tak śmiać, pomyliłam się tylko o metr!
Prowadzący - Kristin, a gdyby lekarz robiłby ci operację i przyszyłby ci nerkę o metr za wysko, też byś powiedziała "tylko"?
Kristin - ....
Prowadzący - (patrzy w notatki) Magnus, twój tata siedzi w więzieniu, tak? Matematyka. Co to są liczby całkowite?
Magnus - Są to liczby naturalne dodatnie i przeciwne do nich - ujemne.
Prowadzący - Oraz zero. (jak do małego dziecka)To takie kółeczko z dzióreczką w środku. Jeżeli nie wiesz, jak wygląda zero, to spójrz w lusterko.
Magnus - A to przysłowie Pan zna? Gdyby kózka nie skakała, za trzy miesiące mój tata wychodzi z pierdla. Chodź, Kristin.(wychodzą)


Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Inwazja Neowikingów"


__________________________________________________



Skecz "Ekonomia dla debili"

Prowadzący
Profesor

Prowadzący - Dobry Wieczór! Znów się spotykamy w naszym programie: "Ekonomia dla debili". Kochane debile! Dziś pokażemy wam na przykładach jak działa giełda. Giełda to takie coś wielkie, że okiem sokolim nie zmierzysz i musicie uwierzyć, że jest takie jak ten stolik, tylko, ze nie ma 4 nóg ani blatu i nie zmieściłoby się do tego studia. Na tej giełdzie są akcje i tu się musimy kochane debile zatrzymać, żebyście zrozumiały, co to są akcje. Panie Profesorze.
Profesor - Akcje to takie papierki, na których jest napisane: akcje.
Prowadzący - Panie Profesorze! Hola, hola. Nie wszyscy nasi debile potrafią czytac.
Profesor - To takie cenne papierki, jakby były ze złota.
Prowadzący - (wysypuje papierki)
Profesor - I te papierki symbolizują własność podmiotu gospodarczego.
Prowadzący - Panie Profesorze!
Profesor - Kto ma papierki, to jakby miał fabrykę.(mina: może być?)i tymi akcjami obracaja maklerzy.
Prowadzący - To może ja. Mam tu takiego makrela (wyjmuje rybę)i on przychodzi do drugiego makrela (wyjmuje) i mówi: (robi teatrzyk) Dzień Dobry! Dzień Dobry! Ładny krawat. Dziękuję. Chce kupić akcję. Miło mi 20 koron. I to jest właśnie obrót. Prześledźmy to jeszcze raz. Dzień Dobry! Dzień Dobry! Ładny krawat. Dziękuję, już Pan mówił. Chce kupić akcję. 25 koron. I co? Zaskok? Podrożało. Mamy telefon. Jak Panu na imię?
GŁOS 1 - Johan.
Prowadzący - I co Pan już zrozumiał?
GŁOS 1 - Że stół to giełda.
Prowadzący - I co jest na giełdzie?
GŁOS 1 - Schabowy.
Prowadzący - Nie uważałeś Johan. Na giełdzie jest makrel.
GŁOS 1 - Kuwa, nie lubię. (rzuca słuchawką)
Prowadzący - Profesorze, komentarz?
Profesor - Co za debil.
Prowadzący - Proszę docenić, że pan Johan właściwie wybrał numer telefonu. Tym, którzy nadal próbują, przypominam numer: krzyżyk, krzyżyk, krzyżyk. Profesorze, proszę dalej.
Profesor - Na giełdzie występuje hossa i bessa. Hossa ....
Prowadzący - ...kojarzy się z hopsasa i słusznie. Hopsasa jest wtedy, gdy akcje idą w górę. (pokazuje) Podskakują, dokazują, makrele się cieszą.
Profesor - Ale przychodzi czas bessy.
Prowadzący - Tak, czas beksy. Po hopsasie przychodzi beksa, a po beksie hopsasa - na tym własnie polega ekonomia! W czasie beksy akcje idą w dół. (zrzuca papierki ze stolika) Spadają na łeb, na szyję. (zrzuca makrele) Makrele skaczą z dachu, czyli krach. Telefon. Słucham?
GŁOS 2 - Czy to program dla debili?
Prowadzący - Tak.
GŁOS 2 - A jaki jest do Was numer?
Prowadzący - Krzyżyk, krzyżyk, krzyżyk
GŁOS 2 - Aha! To przygotujcie się! Będę do Was dzwonił.
Prowadzący - To co profesorze? Czy nasi debile mogą już zostać makrelami?
Profesor - Śmiało!
Prowadzący - Świetnie! Za tydzień opowiemy jak w skarpecie trzymać stopę zysku.


Tekst: K.L. Kacperek
Skecz pochodzi z programu "inwazja Neowikingów"




__________________________________________________



Skecz "Hobbyci"

Prowadzący
Edgar - mówi bardzo wolno
Greta - jąka się

Prowadzący - Witam w programie: "Hobbyci", programie w którym prezentujemy Państwu ciekawych ludzi oraz ich hobby. Na początek porozmawiajmy z panem Edgarem....
Edgar - Tak więc jak już Pan.... wspomniał.....nazywam się Edgar.....moje nazwisko.....nic państwu nie powie.....
Prowadzący - ...bo nie umie mówić.
Edgar- Nie rozumiem?
Prowadzący - Zażartowałem. Proszę kontynuować.
Edgar - Tak więc jak już Pan....wspomniał....nazywam się Edgar....moje nazwisko......nic Państwu......ha, ha, ha.....nie umie mówić.....ha, ha, ha.....dobre.....Na czym to.....Aaaa....Tak więc jak już Pan wspomniał....
Prowadzący - (bardzo szybko) Nazywa się Pan Edgar, Pańskie nazwisko nic Państwu nie powie ha ha ha bo nie umie mówić, a brzmi ono...
Edgar - (patrzy z podziwem, kręcąc głową)Szybko.
Prowadzący - Pańskie nazwisko brzmi?
Edgar - .....Yle.
Prowadzący -.....I to tyle. Pańskie hobby to.....
Edgar - Zbieram srebrne....kapsle po mleku.
Prowadzący - Tylko srebrne?
Edgar -..... To znaczy.... białe... błękitne..... żółte.... złote...... pomarańczowe.... wykluczam.... tylko białe.
Prowadzący - Przejdźmy teraz do naszego drugiego gościa. Pani Grety.
Greta - Na na na Naaazywaaam się GrrrrrrrrrGrrrrrrrGrrrreta. Hohoduuuuuje mmmm....(zacina się, Prowadzący pomaga)
Prowadzący -... Muflony? Morskie świnki?
Greta - (kiwa, że nie)Mmmmm
Edgar - Krowy?
Greta - Mmmmrówki. Uuuuuwieeeelbiam je. Moogłaabyyym ciągle na nie patrzeć. GooooGoooo....
Prowadzący- ....Godzinami?
Greta - (wycierając czoło)Goorąco tuu u Paana.
Prowadzący - To pewnie przez temperaturę dyskusji. Tyle tematów, tyle wątków...nie ogarniam. Pani Greto, ma pani jakieś wspólne zajęcia z mrówkami?
Greta - Uuuuurządzam iiiim wywywyścigi.
Prowadzący -I kto ostatnio wygrał?
Greta - Ja. Druga była Berta.(wyciąga słoik z mrówką) Inteligentna. Nanawet z nią rrrrozzzzzmawiam....
Prowadzący - Pewnie całymi dniami. Panie Edgarze...
Edgar - Słówko do pani Grrr... Mijają lata.... świetlne....zanim pani cokolwiek powie.
Greta - Znanannalazł się Fefeferrari konwersacji.
Edgar - (mówi tak samo jak wcześniej) No to..... mnie.... Pani....wkurzyła.....mogą mi nerwy puścić.
Prowadzący - Pan Edgar nam się trochę rozszalał..., prawda pani Greto?
Greta - Śliślimak popopokazał rorogi.
Prowadzący - Podsumujmy. Mrówka czy kapsel?
Greta - Mmmmrówka. (wyjmuje mrówkę ze słoika, pokazuje na otwartej dłoni) Jest lepsza.
Edgar - Mrówka? (wyciąga kapsel) Kapsel. (zgniata go starannie, potem rozwija i rozprostowuje, klepie Gretę w otwartą dłoń, na której pokazuje mrówkę)A teraz zrób tak z mrówką.


Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Inwazja neowikingów"


__________________________________________________
__________________________________________________



Skecz "Kronika filmowa"

Premier
Żona Premiera - Helen
Syn Premiera - Mike
LEKTOR - entuzjastyczny głos, a la kroniki filmowe

(wyciemniona scena, muzyczka)
LEKTOR - Kronika filmowa.
(zapala się światło, na scenie premier, bardzo sztucznie zadumany, wystudiowana poza, a la antyczna rzeźba) - "Premier jest jednym z nas". Tak, oto premier w domu. Mimo, że przed chwilą skończył pracę, to nadal rozmyśla nad problemami naszej ojczyzny - Nowej Zelandii.
Premier - (zamyślony podnosi na chwilę głowę, znalazł rozwiązanie) Pensje zwykłych ludzi muszą wzrosnąć w górę. (myśli dalej)
LEKTOR - Tak, zastaje go jego kochająca żona Helen, która postanowiła podać premierowi jego ulubiony smakołyk.
Żona - Kochanie, przyniosłam Ci bułkę z masłem.
Premier - Taką, jaką jedzą zwykli ludzie?
Żona - Tak. Zwykłą bułkę. Demokratyczną.
Premier - Zjem później. Problemy zwykłych ludzi to nie bułka z masłem.
LEKTOR - A oto i syn premiera - Mike. Wrócił ze zwykłej szkoły publicznej, do której uczęszcza razem z biednymi, czarnymi i muzułmanami.
Premier - Witaj synu! Czy, tak jak Cię prosiłem, rozdałeś swoim biednym, szkolnym kolegom cukierki?
Syn - Tak. Bardzo się cieszyli i spontanicznie wyrażali poparcie dla polityki rządu.
Żona - Synku, a czy byłeś dziś w szkole tolerancyjny?
Syn - Tak mamusiu. Cały dzień chodziłem za moimi czarnymi i muzułmańskimi kolegami, i powtarzałem, że to nie ich wina, że są kim są.
Premier - Brawo! W nagrodę pogramy w naszą, narodową, nowozelandzką grę: diabeł tasmański i kangury.
Syn - W dechę! (bawią się w diabła i kangury)
Premier - Szkoda, że posiedzenia rządu tak nie wyglądają...To by oznaczało, że nie mamy żadnych problemów. Och! Przypomniałem sobie, że podatki są wciąż zbyt wysokie dla zwykłych ludzi. Muszę to przemyśleć (poza myśliciela)
LEKTOR - Podczas gdy rodzina premiera oddaje się beztroskiej zabawie, ja przypominam, że bezrobocie w naszym kraju wciąż spada. Ostatnio osiągnęło wskaźnik minus pięć.
Żona - Po rozrywce dla ciała, czas na rozrywkę dla umysłu! Tradycyjna nowozelandzka krzyzówka - Dżolka! Synku, na osiem liter...Nigdy nie ma racji.
Syn - Opozycja!
Żona -(wpisując) Nawet dziecko to wie.
Premier - Wiem! Wiem, jak zaradzić wysokim podatkom.
Żona i Syn - Jak???
Premier - Musimy je obniżyć.
LEKTOR - I tak oto premier rozwiązał kolejny problem zwykłych ludzi. W nastepnym tygodniu premier, własnymi siłami, rozwiąże problem niżu demograficznego.

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Polityka???"


__________________________________________________



Skecz "Show polityczny"

Szalony Kevin - prowadzący show
Poseł - gość

Szalony Kevin - Oto ja! Szalony Kevin! A to jest program...
JINGIEL - Show Polityczny.
Szalony Kevin - Do studia zaprosiliśmy posła. Nie wiem jak się nazywa, ale jest naprawdę gruby. (do publiki) Zawołajmy go! Gruby! Gruby! Gruby!
(pokraczny jingiel, wchodzi POSEŁ)
Szalony Kevin - (żart z powitaniem) Strzała. Tam poleciała. Proszę usiąść. (przystawia krzesło, POSEŁ próbuje usiąść, PROWADZĄCY zabiera mu krzesło)
JINGIEL - (śpiewany)Kevin, jesteś szalony!
Szalony Kevin - Proszę usiąść. Pierwsze pytanie, złodzieju. Nad czym obecnie pracuje Sejm?
Poseł - Nazwał mnie Pan złodziejem?
Szalony Kevin - Nie. (znacząco patrzy na ludzi) A powinienem?
Poseł - Nie. Tak, więc proszę państwa, Szalony Kevinie. Sejm pracuje (PROWADZĄCY ziewa, udaje, że śpi, zaczyna chrapać) obecnie nad kilkoma bardzo ważnymi dla funkcjonowania naszego kraju ustawami. Pierwsza z nich reguluje kwestie rynku pracy...
Szalony Kevin - (niby się budzi) Tak więc twierdzi Pan, że spał z Eleni? Jak było?
Poseł - Ale ja mówiłem o ustawie.
Szalony Kevin - A ja o Eleni. Żona wie?
Poseł - Proszę Pana nie przyszedłem tu wysłuchiwać jakiś podłych insynuacji.
Szalony Kevin - (do ludzi) Uuuu obrażalski. Tym z państwa, którzy nie wiedzą, przypominam, ze nasz gość(znacząco) urodził się tego samego dnia, co Adolf Hitler. Poseł - I co z tego? Przyszedłem tu mówić o mojej pracy w sejmie.
Szalony Kevin - Oczywiście. Wcześniej jednak...
JINGIEL - Prezent- niespodzianka.
(dokleja mu hitlerowski wąsik)
Poseł - (nie wie, co powiedzieć) Dziękuję. Tak, więc sejm...
(na pstryknięcie PROWADZĄCEGO, pojawia się techniawa, zmiksowana z GŁOSEM HITLERA, migają światła; pojawia się tez TANCERKA w krótkiej spódniczce; POSEŁ przez chwilę usiłuje mówić; po chwili przestaje, PROWADZĄCY ponownie pstryka, koniec muzyki i mrugania świateł)
Szalony Kevin - Widzę, że Pan skończył. Podziękujmy, zatem brawami... Pannie Braun.(TANCERKA schodzi, PROWADZĄCY zwraca się do POSŁA)Podsumowując, gruby, Hitlerze złodzieju...(POSEŁ już chce coś powiedzieć)to znaczy Panie pośle,(robi mu grzywkę a`la Hitler)
Poseł - (wstając) Protestuje.
Szalony Kevin - Bla, bla, bla.
Poseł - Takie programy jak pański obniżają poziom społecznej debaty.
Szalony Kevin - A tacy ludzie jak Pan, nie muszą w nich występować.(wypycha POSŁA) Auf wiedersehen!

Tekst: Klub Literatów "Kacperek"
Skecz pochodzi z programu "Polityka???"

__________________________________________________



Skecz "Kurs niewinności"

Beata - Prostytutka
Przygoński - Polityk
Salceson - Przestępca
Trener - Krzysiek

Przygoński - Państwo też na kurs?
Salceson - A co nie można?
Beata - Wszystko można, jak się ma pieniądze.
Trener - Witam wszystkich na kursie niewinności. Ja nazywam się Krzysiek i będę prowadził nasze spotkanie. Na początek zabawa integracyjna. Oto piłka zapoznajka. Do kogo ją rzucę, ten mówi parę słów o sobie. Zaczynamy. (rzuca do Beaty)
Beata - Nazywam się Beata, ale to nie jest moje prawdziwe imię. Naprawdę na imię mi Bożena. Przyszłam na kurs niewiności, bo chcę zrobić niespodziankę narzeczonemu.
Krzysiek - Dobrze Bożeno. A teraz odrzuć piłeczkę do mnie, a ja ją rzucę do pana w dresie.
Salceson - Nazywam się Salceson, ale to nie jest moje prawdziwe imię. I jestem niewinny.
Trener - To po co przyszedłeś na kurs, Salceson?
Salceson - Bo źli ludzie mówią, że to ja ukradłem.
Trener - Dobrze Salceson, a teraz rzuć piłeczkę do pana z boku.
Salceson - Do kogo zboku? Bo ja chciałem wyjaśnić, że to za kradzież, a nie za gwałt.
Beata - Za kradzież czego?
Salceson - Trzy kamery, dwa radia i złoty zegarek. Tak mówią, ale oni się tam gówno znają.
Beata - Po prostu odrzuć piłeczkę do pana w gangu.
Salceson - Znowu do mnie? Przecież mam.
Trener - (zabiera piłeczkę, sam rzuca do polityka)
Przygoński - Mam na imię Jurek, ale wolałbym, żeby mówić do mnie tak, jak koledzy na obradach.
Trener - Mamy taką zasadę, ze mówimy sobie po imieniu.
Przygoński - No dobrze, to niech będzie "Przygoński"
Trener - Dziękujemy ci Przygoński. A dlaczego przyszedłeś na kurs?
Przygoński - Mam trochę podobny problem jak Pan Salceson. Ludzie mówią, że jestem złodziejem.
Trener - I co wtedy czujesz?
Przygoński - Nic. A co Pan czuje, kiedy mówią do Pana "Krzysiek"?
Trener - Jesteście na kursie niewinności. Jak powiedział Hipolit z Teb- niewinność to cnota.
Beata - O! Właśnie!
Trener - Żeby ją osiągnąć musimy odnaleźć w sobie dziecko.
Beata - To znaczy ja bym właśnie nie chciała...
Salceson - Tym bardziej ja.
Trener - Chodzi o mentalne dziecko, na początek wyobrazimy sobie, że wszyscy znajdujemy się w przedszkolu. Ja jestem przedszkolanką i właśnie nadeszła pora leżakowania. Połóżcie się.
Beata - Ja znam tę zabawę.
Trener - Bożenko, nie odzywamy się nie pytani. Teraz za karę pójdziesz do kąta.
Beata - Tę zabawę też znam. (idzie do kąta)
Trener - Nie, nie, odwołuję zabawę. Może inaczej. Co robicie dla swojej niewinności?
Salceson - Jak jestem skuty w kajdanki, to krzyczę "jestem niewinny"
Beata - To tak jak ja. Bez sensu zabrał mi moje.
Trener - No ale czy coś robicie, żeby wrócić do dzieciństwa?
Beata - Ja czasem ubieram białe skarpetki, tornister i granatową sukienkę z białym kołnierzykiem...
Przygoński - Bez sensu zabrała mi moje.
Trener - Przygoński, nie zrozumiałeś. Jak w tym brutalnym świecie chronicie swoją niewinność?
Przygoński - Robię sobie w nocy namiot z koca, oglądam Pocachontas i płaczę do rana.
Salceson - Bez sensu zabrał mi moje.
Trener - Musicie na nowo odkryć swoją niewinność. Musicie uwiezyć w dobro i miłość. Chwyćcie się za ręce i powtarzajcie: wierzę we dobro, wierzę w uczciwość, wierzę w ludzi.
Wszyscy - Wierzę...co?!
Trener - Dobro, uczciwość, w ludzi.
Salceson - Jak mam być uczciwy - ludzie to frajerzy!?
Beata - I zbokole. Nawet z nimi nie rozmawiam, po prostu odwracam się tyłem.
Przygoński - Ludzie są tyle warci, ile można na nich zarobić.
Trener - Bez sensu, zabrali mi moje.

Tekst: Klub Literatów "Kacperek"
Skecz pochodzi z programu "Polityka???"

__________________________________________________



Piosenka: Problem Premiera

Premier - wokal
Bary - chórki

Jestem premierem,
Zasług mam wiele
Kupe ludzi w rzadzie pod sobą też.

Jeden problem gnębi mnie -
Bakterii małych brzydzę się
I jabłka nie umytego nie zjem.

Bary - Nawet jak od krajowych rolinków?
Premier - Nawet.

Ciało szoruję szczotą ryzową.
Ściernym papierem buzię trę,
A wszystko po to by zaróżowić się.

Bary - Jak świnka. A nie, świnka nie, bo one kapią się w błocie...
Premier - Po prostu być różowym.

Ref.
Bary: Oto bakterii życia treść:
chętka by Premiera zjeść.
Premier i Bary: Chaps, chaps, chaps

Całując rękę prezydenckiej żony
Myśle o mydle, by być spokojnym
I ręki nie odgryżć jej.

Bo gdybym rękę pierwszej damy odgryzł
i na kawłki drobniutkie całą pogryzł
I z bakteriami rozprawił się

byłby kwas nie mały
I nie zostałbym zrozumiany
Przez prezydenta i opiniię publiczną też.

Ref.
Bary: I Premier usłyszałby "cześć"
Gdyby spróbował rękę zjeść
Premier i Bary: Chaps, chaps, chaps

Bary: Teraz bakteriom Premier wypowiedział wojnę
I może być społeczeństwo spokojne

Premier: Jestem zwierzchnikiem sił zbrojnych.

Tekst: Ewa Stasiewicz, Michał Zenkner, Janusz Pietruszka
Muzyka do piosenki: Piotr Spychała
Piosenka pochodzi z programu "Polityka???"

__________________________________________________



Skecz "Proces"

INKWIZYTOR
WIEŚNIAKI
ANNA - oskarzona o czary i sprzeciwianie się poityce papieża

(na scenie INKWIZYTOR oraz OSKARŻONA z zaklejonymi ustami)
INKWIZYTOR - Z mocy nadanej mi przez Świętą Inkwizycję będę sądził oskarżoną o czary, opozycję wobec polityki papieża oraz konszachty z diabłem Annę. Wzywam świadków.
(dwóch WIEŚNIAKÓW, jeden wysoki, drugi niższy, do tego przygarbiony - silny kontrast, podczas zeznań wzajemnie się nakręcają). Cóż spostrzegły Wasze czujne oczy o maluczcy, lecz pobożni słudzy Pana? (WIEŚNIAKI patrzą się po sobie, nie rozumiejąc) Co Wy widzieli?
WIEŚNIAK 2 - Latałyśmy razem na miotle.
INKWIZYTOR -We dwie na jednej?
WIEŚNIAK 2 - Tak. To była miotła-tandem.
WIESNIAK 1 - Na urodziny wystrugała mi kozła z mydła. Potem się umyłem tym mydłem i teraz mam stracha przed myciem.
INKWIZYTOR - Twój strach jest wyczuwalny. Coś jeszcze?
WIEŚNIAK 1 - My ją widzieli jak była z diabłem na spacerze w parku...
INKWIZYTOR - Czy diabeł miał rogi?
WIESNIAK 2 - Myśmy mu nie przyprawiali.
WIEŚNIAK 1 - Normalnie wyglądał. Taki człowiek z kopytami.
WIESNIAK 2 - Taki człowiek tylko, że koń.
WIEŚNIAK 1 - ...Koń zionący ogniem.
WIESNIAK 2 - ...I na tym ogniu ona piekła biskupa.
WIEŚNIAK 1 - W buzi miał jabłko.
WIESNIAK 2 - ...Miał trzy głowy.
INKWIZYTOR - Biskup?
WIEŚNIAK 2 - Nie. Koń.
INKWIZYTOR - Czy ten koń miał głowy: Lutra, Kalwina i Kopernika?
WIEŚNIAK 1 - Nie. Konia, świni i kowala, bo go nie lubię.
(INKWIZYTOR kiwa, że nie)
WIESNIAK 2 - Tak jak Wasza Workowatość mówi. Łotra, Malwina i trzecią z piernika.
WIEŚNIAK 1 - Później z tej trzeciej, ta czarownica sobie chatkę ulepiła.
INKWIZYTOR -Co było potem?
WIESNIAK 2 - A potem my ją podsłuchali jak z szatanem papieża obgadywała. Źle mówiła o jego (INKWIZYTOR podpowiada) po... Co mówi? Potylicy.
INKWIZYTOR - Polityce.
WIESNIAK 2 - O tym też.
WIEŚNIAK 1 -(pokazuje na Annę) A potem ona rzuciła na mnie urok.
WIESNIAK 2 - A ja rykoszetem dostałem biegunkę.
INKWIZYTOR -No proszę. Jak nie urok, to sraczka.
WIEŚNIAK 2 - Gdzie sraczka!? To była piekielna biegunka.
INKWIZYTOR - Dość!! A więc wydam wyrok. Jutro o dwunastej na rynku Pan ciepłym oddechem oczyści twą duszę z grzechów (schodzi)
WIEŚNIAK 2 - Prawdę mówiąc myślałem, że ją spalimy...

Tekst: Michał Zenkner, Bartosz Klauzinski
Skecz pochodzi z programu "Polityka???"

__________________________________________________
__________________________________________________



Skecz "Skandynawski romans"

Bjoern Ótknemarkt - kochanek
Ina Uta Hóto - niewierna żona
Udo Gwido Hóto - zdradzany mąż
Ingmar Bromkschemselen junior - grajek

(faceci w blond perukach, skecz grany zupełnie bez emocji - twarze, głos nic nie wyrażają, gesty jakby doklejone)
Bjoern - (wchodzi i się rozgląda) Ino Uto Hóto! Ino Uto Hóto! (wchodzi Ina Uta Hóta)
Bjoern - Witaj Ino Uto Hóto!
Ina - Witaj Bjoernie Ótknemarkt! Jakże się cieszę, że cię widzę.
Bjoern - Ino Uto Hóto, spójrz jak romantycznie lśnią wody zatoki Norgesyndgemyndte. (zbliża głowę i ją całuję w policzek)
Ina - Bjoernie Ótknemarkt, skradłeś mi całusa.
Bjoern -Kocham Cię, Ino Uto Hóto.
Ina - Kocham cię, Bjoernie Ótknemarkt, ale mój mąż Udo Gwido Hóto... On coś podejrzewa.
Bjoern - Och, ten potwór Udo Gwido Hóto.
(wchodzi kolejny gość w blond peruce, ona go spostrzega)
Ina - Udo Gwido Hóto.
Udo Gwido - Ino Uto Hóto.
Bjoern - Udo Gwido Hóto.
Udo Gwido - Bjoernie Ótknemarkt. Mam was ptaszki.
Bjoern - Udo Gwido Hóto, nienawidzę Cię.
Udo Gwido - Nienawidzę Cię, Bjoernie Ótknemarkt.
Ina - Udo Gwido Hóto, Bjoernie Ótknemarkt. Uspokójcie się.
Bjoern - Ino Uto Hóto, nie mogę. Zaraz wpadnę w szał. Już wpadłem.
Udo Gwido - Zabiję Cię.
Ina - Udo Gwido Hóto, jak możesz tak mówić?
Udo Gwido - Przepraszam, poniosło mnie. Zabiję Cię, Bjoernie Ótknemarkt.
Bjoern - Udo Gwido Hóto, to ja ciebie zabiję. (dusi Udo Gwido)
Ina - Udo Gwido Hóto, Bjoernie Ótknemarkt, nieeee.....(Udo Gwido pada martwy)
Bjoern - Ino Uto Hóto, Udo Gwido Hóto rzeczywiście coś podejrzewał.
Ina - Bjoernie Ótknemarkt, pozbyliśmy się tego potwora Udo Gwido Hóto. Lżej mi, ale będzie go szukać rodzina: Frida Gnóda Hóta, Óle Póle Hóta, Goran Morgan Hóta, Sven Inen Hóta, Nils Pils Hóta, Anita Pita Hóta, Ula Zula Hóta, Uta Uta Hóta Uta Hóta Hóta i Hóta Hóta Hóta i jego żona Ina Uta Hóta, a nie to ja, pomyłka. Jeszcze raz...Frida Gnóda...
Bjoern (przerywa jej)- W takim razie Ino Uto Hóto przebierzmy Udo Gwido Huto za martwego łosia.
Ina - Bjoernie Ótknemarkt dlaczego?
Bjoern - Gdyż żył on jako rogacz i jako rogacz ginie.
Ina - Bjoernie Ótknemarkt jestem taka szczęśliwa.
(wchodzi grajek i gra)
Bjoern - (śpiewa)Ino Uto Hóto jestem tak szczęśliwy, zmierzamy ku tym samym fiordom
Ina - (śpiewa) Bjoernie Ótknemarkt nasza miłość pachnie, tak jak świeży łosoś.
Bjoern - (śpiewa) Ino Uto Hóto, od teraz Ótknemarkt
(razem)
Już na zawsze razem. Już na zawsze Ótknemarkt.

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Formy i konwencje".


__________________________________________________



Skecz "Trzy siostry - Zawody w mistycyzmie kobiet"

Komentator sportowy
Siostra Euzebia zwana Nic Niewidzącą - ślepa siostra zakonna
Siostra Zbigniew zwana Mającą Widzenia - silnie zmaskulinizowana siostra zakonna
Siostra Izaura zwana Niewidzialną - widzialna inaczej siostra zakonna
Pan Piotr - żulik

Komentator - Witamy w kolejnym dniu zawodów w mistycyzmie kobiet. Weszliśmy w decydująca fazę zmagań, liczą się już tylko trzy zawodniczki. Przedstawmy je: Siostra Euzebia, zwana Siostra Nic Niewidzącą lub Ślepą (wpada na komentatora i kłania się tyłem). Następna w kolejności Siostra Zbigniew, zwana Mającą Widzenia lub też "Spójrzcie na te kolory, po co Ci druga głowa? Ha ha ha" i ostatnia chyba najbardziej mistyczna Siostra Izaura, zwana Niewidzialną Siostrą (pusta przestrzeń). I już się zaczyna...Mam informację, że Siostra Zbigniew rozmawia z duchami, a wiec słyszy głosy. (wychodzi Siostra Zbigniew)
Siostra Zbigniew - jesteś głupia
Głos - Chyba ty
Siostra Zbigniew - Ty
Komentator - Drodzy Państwo. Pomyłka. Siostra Zbigniew nie rozmawia z duchami, tylko z Niewidzialną Siostrą. Wróćmy do Ślepej, zobaczmy, jaką mistyczną zagrywkę pokaże.(wychodzi i stoi, wychodzi facet)
Siostra Euzebia - Homoseksualisto!
Facet - Słucham?!?
Siostra Euzebia - Homoseksualisto! Jesteś ciotą, pedale?(facet bije ją z pięści i szybko schodzi) Cud! Cud! Mam stygmaty z nosa!
Komentator - Tym manewrem Siostra Euzebia wyraźnie zdystansowała swe rywalki. Ale co robi niewidzialna? Otóż buduje ona gigantyczne, niewidziane sanktuarium. Już zbudowała! (wychodzi Mająca Widzenia, wyjmuje paczkę z białym proszkiem, wkłada palec i oblizuje)Aha! Afera dopingowa. Siostra Zbigniew zostaje wykluczona z zawodów za zażywanie środków dopingujących.(siostra schodzi) Mam informację, że były to środki wspomagające widzenia. Nowa sensacyjna informacja! Ślepa Siostra wskrzesiła umarłego! Pana Piotra, który jest tu z nami(wychodzi Pan Piotr)
Komentator - Proszę opowiedzieć nam całą historię.
Pan Piotr - Otóż miałem z kolegami piknik w parku i zaliczyłem zgon.
Komentator - Jak wskrzesiła Pana Ślepa Siostra?
Pan Piotr - Mówiła: Wstawaj, już wstawaj i dużo biła po twarzy.
Komentator - Na pewno chciałby Pan podziękować Ślepej Siostrze?
Pan Piotr - No... Jeszcze chciałem powiedzieć, że z kolegami mamy nadzieję na kolejne cudy, szczególnie na rozmnożenia wina...(schodzi)
Komentator - Dziękuję. Jaka będzie odpowiedź Ślepej Siostry?!? Tak! Oto widzimy jak wzorem Szymona Słupnika wspina się na słup (siostra Euzebia wspina się na słup). Niestety, chyba nie widzi, że to słup wysokiego napięcia (razi ją prąd). Nie widziała! Proszę Państwa przypominam, że nad przebiegiem zawodów czuwa ""Opatrzność" - firma ochroniarska z Rzeszowa. Cóż, tym samym zawody wygrywa Niewidzialna Siostra. Mamy informację, że Niewidzialna Siostra nie pojawia się na rozdaniu nagród...i tym samym zawody wygrywa następna w kolejności - Frau Lipke, której z oczek w rosole ułożyła się Matka Boska Grudziądzka.

Tekst: Michał Zenkner, Ewa Stasiewicz
Skecz pochodzi z programu "Formy i konwencje".


__________________________________________________



Skecz "Western"

(wchodzi dwóch kowboi Tatko - niski cwaniak, Synalek - wysoki, wpatrzony w ojca; mówią nosowo przeciągając samogłoski; wchodząc śpiewają: Piękne życie prowadzą kowboje)
Tatko - Synalku, czego nauczyłem cię przed chwilą w saloonie?
Synalek - Tatko nauczył mnie, że ilość asów w talii kart nie jest wartością stałą. (wchodzi dziwka)
Tatko - Synalku, czas na lekcję, jak poderwać babkę. (podchodzi do niej, podśpiewując) Jak się nazywasz, śliiiiiiicznotko?
Dziwka - Dolares.
Tatko - Synalku, jest to kobieta obyczajów nieciężkich.
Synalek - Tatko, czy określenie "kobieta obyczajów nieciężkich"; to nieco dziwaczny, a zarazem leksykalnie oryginalny synonim słowa "kurwa"?
Dziwka - Czuję się obrażona! Wołam alfonsa. Alfonso! Alfonso! (wchodzi Meksykanin głupi, gruby a głupi)
Alfonso - Que pasa? Pessos or die.
Dziwka - Nie chodzi o pieniądze...
Alfonso - A! (schodzi)
Tatko - Chodźmy już synalku, bo nam ucieknie ostatni dyliżans do Helsinek. (śmieją się)
Dziwka - Alfonso!
Alfonso - (wraca)Que?
Dziwka - Ci seniores urazili moja godność.
Alfonso - Nie chcieli dać pieniędzy.
Dziwka - Nie chodzi o pieniądze. (Alfonso schodzi)
Tatko - Panienko, a my słyszeliśmy, że wy w tym waszym domu macie niezły bałagan. (śmieją się)
Dziwka - (zniecierpliwiona) Alfonso! (Alfonso wraca) Ci seniores nie chcieli dać pieniędzy.
Alfonso - (automatycznie rusza w ich kierunku) Pessos or die.
Synalek - (śpiewa) Knock, knock, knocking on heavens door...
Tatko - Easy, man...Ile?
Dziwka - Biorąc pod uwagę straty moralne....
Alfonso - I to, ze ostatnio ceny usług wzrosły w górę...
Dziwka - 62 pessos. (Tatko wyciąga pieniądze dla Alfonsa, które przejmuje Dziwka)
Alfonso - A procent dla mnie?
Tatko - Synalku, odpal Panu procent...
Synalek - (daje Alfonsowi tequille) 40 wystarczy? (Alfonso bierze i schodzi.Razem z nim Dziwka)
Tatko - Synalku! Czego uczyłem Cię wczoraj wieczorem?
Synalek - Tatko uczył mnie jak upijać się z godnością...
Tatko - Co zapamiętałeś z lekcji? (wymowna pauza) W takim razie dziś powtórka.(schodzą)

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Formy i konwencje".


__________________________________________________



Skecz "Program telewizyjny - Jak osiągnąć sukces"

(wychodzi Prowadzący - Showman)
Prowadzący- Witam w programie: "Jak osiągnąć sukces" Drogę do sukcesu zacznijmy od czegoś prostego. Wazeliniarstwo. Zapraszam na scenkę p.t. "Jak pożyczyć boczek od sąsiadki". Oto Pan X, który chce pożyczyć boczek oraz Pani Y, jego sąsiadka (wszystkie scenki na dosyć sztywno, wychodzi facet i baba)
Pan X- Dzień Dobry, pani Y!
Pani Y- Dzień Dobry, panie X!
Pan X- Pożyczy mi sąsiadka trochę boczku?
Pani Y- No nie wiem, nie wiem.
Prowadzący- Pan X, żeby osiągnąć korzyść ucieka się do sprytnego wybiegu, który aż ocieka wazeliną.
Pan X- Ładnie dziś pani wygląda.
Pani Y- (wyjmuje z kieszeni boczek) Proszę oto boczek.
Prowadzący- Udało się! Przejdźmy do etapu dla zaawansowanych. Dopiero po obejrzeniu tej scenki staniecie się państwo ekspertami w dziedzinie życiowego sukcesu. Scenka, p.t.: "Jak uzyskać awans", podtytuł: " Seks nie wchodzi w grę". Oto Pani A (wchodzi), która chce uzyskać awans oraz Pan B jej szef. (wchodzi))
Pani A- Dzień dobry, dyrektorze B!
Pan B- Dzień dobry, podwładna A!
Pani A- Jest pan świetnym szefem. Dzięki panu jestem dobrym pracownikiem. Proszę o awans.
Pan B- No nie wiem, nie wiem.
Prowadzący- Pani A nadal jest w kropce, być może zastosowała zbyt mała dawkę wazeliny? A może powinna zastosować technikę mieszaną!? Zobaczmy!
Pani A- Jest Pani tak świetnym szefem, że aż nie mogłabym powiedzieć Pańskiej żonie o Pana romansie z sekretarką C.
Pan B- Jest Pani...dobrym pracownikiem, dostanie Pani awans.
Prowadzący- Udało się! Wazeliniarstwo i szantaż oto droga do życiowego sukcesu! Tym, których ambicje mierzą jeszcze wyżej, proponuję moją książkę "Jak zostać prezydentem". Zachęcając do jej kupna, zapraszam na scenkę, która przekona Was, że sukces wyborczy to zupełnie inna para kaloszy. Jak zostać prezydentem? Odpowiedź jest w mojej książce! Teraz scenka p.t.: "Jak zdobyć elektorat";. Oto kandydat Alfa, który ubiega się o stanowisko prezydenta w kraju Delta. Musi do siebie przekonać elektorat Epsilon (wchodzi).
Kandydat Alfa- Jestem kandydatem Alfa. Oto wasza kiełbasa wyborcza. (wręcza kiełbasę)
Mieszkaniec- (zajadając kiełbasę) No nie wiemy, nie wiemy. A gdzie popitka?
Kandydat Alfa- (wyjmuje wódkę) Oto popitka, będąca wyborowym programem wyborczym. (wręcza wódkę)
Mieszkaniec- Popitka rzeczywiście znakomita, a do wyborów i tak nie pójdziemy. (schodzi, zabierając ze sobą popitki i kiełbasę, za nimi schodzi niepocieszony kandydat i szczęśliwy prowadzący)

Tekst: Michał Zenkner, Ewa Stasiewicz
Skecz pochodzi z programu "Formy i konwencje".

__________________________________________________
__________________________________________________



Skecz "Górnicy w galerii"

Przewodniczka - zawodowo miła, chce oprowadzić wycieczkę do końca
Górnicy (Marcin, Piotr, Michał) - znudzeni, zniecierpliwieni, bo w galerii nie ma dla nich nic interesującego

(wchodzi Przewodniczka i Górnicy)
Przewodniczka - Panowie Górnicy z kopalni... Ciągle zapominam, jak nazywa się wasza kopalnia?
Górnicy - Stokrotka!
Przewodniczka - I wam się słoneczniki nie podobały?
Górnik Marcin - Same nudy te obrazy. Kiedy bedo w końcu jakieś malunki o wunglu?
Przewodnik - Panowie, jeszcze trochę i będę miała dla Was niespodziankę, a na razie sala z malarstwem nowoczesnym.
Górnik Piotr - A ten calutki czarny malunek to, że o kopalni?
Przewodniczka - Niezupełnie. Ma tytuł "Dionizosa i Kirke nocne igraszki".
Górnicy (wszyscy)- Łeeee! (jeden) Słabizna.
Przewodniczka - A oto bardzo awangardowe, najnowocześniejsze w naszych zbiorach, wczoraj malowane dzieło Mariana Kilofa...
Górnicy (wszyscy zainteresowani, reagują mechanicznie na słowo: "kilof", wcześniej muszą wyraźnie nie uważać) Co? Co?!? (jeden) W końcu coś dla ludzi.
Przewodniczka - Ma tytuł "Żółte kwadraty dyskutujące o Platonie".
Górnicy - (wszyscy) Łeeeeeee!
Górnik Michał - Uważam, że strukturalizm figuralny jako kierunek w malarstwie jest skończony.(wszyscy spojrzenie na niego) Żart. (pojedynczo)
Górnik Piotr - A to tutaj mnóstwo czarnych kropek to wungiel, he?
Przewodniczka - Niezupełnie. Obraz ma tytuł "Bitwa pod Waterloo".
Górnicy (wszyscy)- Łeee. (jeden) To je gupie!
Przewodniczka - Podobno ta kropka to sam Napoleon Bonaparte, wielka postać w historii świata.
Górnik Piotr- Jak wielka, skoro taka mała kropka?!
Górnik Michał - (jeden) Ni to impresjonizm ni kubizm. (spojrzenia na niego) ...ni wungiel!
Przewodniczka - (pokazując na widzów) A tutaj dzieło "Widownia w ...".
Górnik Michał - Klawo. Jak na wiecu za Gierka.
Przewodniczka - Niezupełnie, dzieło przedstawia publiczność na występie kabaretu.
Górnik Michał - Zaraz zobaczymy.(do widowni) Towarzysze! Pomożecie?!? (publiczność odpowiada oczywiście żywiołowo)
Przewodniczka - Widzę, że polubiliście państwo sztukę nowoczesną.
Górnicy - (przedrzeźniają) Niezupełnie! (skandują) Niespodzianka!!!
Przewodniczka - Dobrze! Dobrze! Czas na niespodziankę. Zapraszam do następnej sali : szkice węglem.
Górnicy - Hurra!

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Elwirka Wam wszystko wytłumaczy".


__________________________________________________



Skecz "Kibice"

(na scenę wchodzi podekscytowany Piotrek, kładzie na stół wódkę, dwa kieliszki; pilotem włącza telewizor, patrzy na zegarek; pukanie, wchodzi Michał)

Piotrek - No cześć. Już się zaczyna. (pokazując na wódkę) Ja mam Chopina. A ty z czym dzisiaj kibicujesz?
Michał - Tak jak mówiłeś przyniosłem "Pana Tadeusza" (wyjmuje książkę, Piotrek patrzy się na niego wiadomo jak)
Piotrek - Dobra. (zabiera się za polewanie) Chopin, "Pan Tadeusz". Będzie narodowo.
Michał - I romantycznie.(Piotrek z wrażenia przelewa) Przelałeś.
Piotrek - Tak od serca.
Michał - "Miej serce i patrzaj w serce".
Piotrek - No to za naszego orła.
Michał - Żeby skakał.
Piotrek - Żeby latał.
Michał - Za jego aerodynamiczny wąs(stukają się kieliszkami, piją, blackout; zapala się światło, obaj mocno pijani)
Michał - (pokazuje na telewizor) Te patrz. Norweg na skoczni.
Piotrek - (do telewizora) Norweg, Norweg ty łososiu (obaj szydzą) Patrz, Szwajcar.
Michał - Szwajcar, szwajcar wpłać się do banku.
Piotrek - Nasz orzeł to go swoim dziobem jak ser szwajcarski podziurawi.
Michał - (ponosi go nienawiść do narodu szwajcarskiego) Albo jak zegareczek.
Piotrek - (zdziwiony) Że co?
Michał - (jeszcze bardziej nienawistnie) Że zegareczek!
Piotrek - (jeszcze bardziej zdziwiony) Ale że co?
Michał - Że szwajcarski! (spostrzega coś na ekranie, bardzo poruszony) O nie, o nie, nie , nie, nie, nie Niemiec!!! Jak ja Niemców nienawidzę od dziecka
Piotrek - Mnie to się wydaję, że on się zaraz znajdzie pod naszym blokiem, klatka naszą, wejdzie po schódkach, zapuka do moich drzwi, my mu otworzymy, a on nam będzie pluł nam w twarz.
Michał - (przerażony) A jak będzie schodził tymi schódkami w dół to jeszcze małego Piotrusia spod jedynki nam zgermani.
Piotrek - (szlocha) Biedne dziecko.
Michał - Jest!!! Opoka!!! Prowadź potomków kosynierów do zwycięstwa, wieszczu Adamie!
Piotrek - (w pijackim uniesieniu) Się wzbij jak dwa nagie miecze o poranku i krwawe łuny i zaborców zęby pozostaw w oddali i spraw by ich życie upłynęło na syzyfowym bieganiu do ortodonty, gdyż podcinać święte skrzydła śmieli.(opada mu głowa)
Michał - Wielka improwizacja.
(Piotrek chrapie)
Michał - A imię jego 232 i pół metra. (słaniając się jakby konał za Ojczyznę oczywiście) Bóg, Honor, Telemark. (pada, Piotrek robi telemark; blackout)

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Elwirka Wam wszystko wytłumaczy".


__________________________________________________



Skecz "Musimy porozmawiać"

(konwencja melodramatu; Mietek stoi i patrzy na puszkę, którą trzyma w rękach, wchodzi Maryla, Mietek przyłapany)
Maryla - Mietku, co robisz?
Mietek - Patrzę na sardynki.
Maryla -Znów wspominasz dzieciństwo... (wyrywa mu puszkę) Mietku, musimy porozmawiać. (oboje patrzą się na widownię, akcent muzyczny)
Mietek - Tak, Marylu?
Maryla - Och, mam konflikt wewnętrzny. Chyba nie mogę Ci nic więcej powiedzieć (pukanie, wchodzi Facet w długim niebieskim płaszczu)
Facet - Dzień Dobry. Jestem pracownikiem gazowni. Musimy porozmawiać. (spojrzenie na widownię, muzyczka)
Maryla -Tak?
Facet - 62 złote. (dostaje pieniądze w jednym banknocie i wychodzi)
Maryla -Zainspirował mnie. Przezwyciężyłam konflikt wewnętrzny.
Mietek - Cudownie. Mam ochotę podskakiwać jak uczniak (zaczyna skakać) Hop!
Maryla - Mietku, ty nie jesteś uczniakiem .(wali go z płaskiego) Nie podskakuj!
Mietek - Masz rację. Nie skaczmy, rozmawiajmy.
(pukanie, wchodzi facet w pióropuszu indiańskim, fartuchu i w kapciach)
Facet - Hough! Jestem synem wodza. Musimy porozmawiać.(spojrzenie, muzyczka)
Maryla - Tak?
Facet - (dramatycznie) Wy blade twarze odebrałyście Nam wszystko. Zabraliście Nam Matkę Ziemię, zabraliście Nam nasze życiodajne bizony i wreszcie to co mieliśmy najcenniejsze naszą wolność (płacząc, na kolanach , powstając) ale przyszedł czas zapłaty...62 złote.
Maryla -Mietku, zapłać panu Indianinowi.
(dostaje pieniądze, wychodzi; pukanie, wchodzi ten sam facet)
Facet - Dzień Dobry, jestem pracownikiem gazowni. Musimy porozmawiać. (facet i Maryla patrzą, zaczyna się muzyczka)
Maryla - Nie, wyłączcie tą muzykę. Już ktoś był od Was dzisiaj.
On - Piąty raz w tym miesiącu.
Facet - A to przepraszam.
(wychodzi)
Maryla - Ale wróćmy do rozmowy. (pukanie, wchodzi ten sam facet)
Facet - Dzień Dobry. Jestem strażnikiem miejskim. Musimy porozmawiać. (spojrzenie, muzyczka)
Maryla -Tak?
Facet - Pani mąż ma do zapłacenia mandat za złe parkowanie.
(Ona wali go z płaskiego)
Maryla -Ale my nie mamy samochodu.
(facet stoi, jakby na coś czekał jakiś czas, zbity z tropu, krępująco)
Facet - Na wino?
Maryla - Ile?
Facet - 62 złote.
Maryla -Mietku, zapłać panu żulowi.
(dostaje, wychodzi)
Maryla -Teraz albo nigdy: Chce sobie kupić bluzkę, kosztuje 62 złote.
Mietek - (sięga do kieszeni, z której wcześniej wyjmował pieniądze, ale nic już w niej nie znajduje) Marylu, musimy porozmawiać. (spojrzenie, muzyczka)

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Elwirka Wam wszystko wytłumaczy".

__________________________________________________
__________________________________________________



Piosenka "Blues"

On - artysta w świecących, kreszowych spodniach
Ona - kobieta sukcesu
Akompaniator - akompaniuje w rytmie bluesa

(Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach. Ona i Ona na krańcach sceny. Kiedy jedno mówi, drugie staje profilem do widza, zagubione w swych myślach)

On - Jest to prawdziwa historia, moja historia. Spotkałem ją przy Zakładach Przetwórstwa Mięsnego - Kobieta zjawisko...
Ona - Ta historia wydarzyła się naprawdę. Było to jakieś trzy, cztery lata temu w Grudziądzu. Dostrzegłam go po drugiej stronie ulicy tylko dzięki tym świecącym spodniom z kreszu. Ziewnął leniwie, a potem spojrzał prosto na mnie.
On - Podszedłem do niej pewny niczym lew i oznajmiłem, że resztę mojego życia chcę spędzić właśnie z nią. Cały w środku wrzałem.
Ona - Cały drżał, kiedy wybełkotał jakieś słowa o kawie i ciastkach Jego nieporadność była wzruszająca, oczy błękitne i te ręce jak u drwala. Ścięło mnie.
On - Szybko zamieszkaliśmy razem. Wiecie jak to jest: romantyczne kolacje, czułe słówka, pierwszy wspólny zakup: pralka. Czułem się jak młody bóg.
Ona - Szybko zamieszkaliśmy razem, Wiecie jak to jest: romantyczne kolacje, czułe słówka, pierwszy wspólny zakup: miska. Idylla szybko się kończy: on bez pracy, a ja?
On - Ona - kobieta sukcesu, ja - artysta. Ona nie potrafiła zrozumieć tego, że weny można szukać siedząc godzinami przed telewizorem. Smutki topiłem w alkoholu.
Ona - Kanapa, telewizor, piwo. Cały on- artysta. Kiedyś napisał dla mnie wiersz: "Moja kochana pofiglujmy do rana" Nawet się wzruszyłam, ale to był już koniec.
On - Pisałem jej wiersze, poematy, ballady... Wszystko na nic. Kazała mi się wyprowadzić. A miała tak pięknie umeblowane mieszkanie. Co mogłem zrobić... Co mogłem?
Ona - Cham! Zniknął, a wraz z nim zniknęły wszystkie moje meble! Nienawidziłam go! Chciałam jego śmierci! Aż pewnego dnia szłam ulicą i zobaczyłam... Tak, to były one - świecące spodnie z kreszu!
(Dwie rzeczywistości schodzą się w jedną. Ona zauważa jego, on ją. Ona podbiega do niego w uniesieniu, chcąc wymierzyć mu siarczysty policzek. On zatrzymuje ją słowami)
On - Moja Kochana pofiglujmy do rana...
(Ona łamie się. Ona i On wpadają sobie w ramiona, po czym pogodzeni zbiegają radośnie ze sceny.)


Tekst: Michał Zenkner, Ewa Stasiewicz, Piotr Spychała
Skecz pochodzi z programu "Zakłady Przetwórstwa mięsnego w Grudziądzu są super".


__________________________________________________



Skecz "Detektyw Kołalski"

Kołalski - detektyw
Ojciec, Guru, dedektyw Kojak - różne wcielenia jednej osoby

Kołalski - Nazywam się Kołalsky. Detektyw Kołalsky. Kiedy byłem małym chłopcem, hey wziął mnie ojciec i tak do mnie rzekł...
(wychodzi Ojciec)
Ojciec - Maj san, zdejmij buty, zdejmij skarpetki i biegaj po lesie.
(schodzi)
Kołalsky - Pięć lat leżałem w szpitalu. Rozwlekle przewlekłe zapalenie płuc. Kiedy wyszedłem byłem już dużym chłopcem, hey. Wziął mnie znowu ojciec i tak do mnie rzekł...
(wychodzi Ojciec)
Ojciec - Maj san, jedź do Ameryki. Zostań cowboyem i zabijaj Indian.
(schodzi)
Kołalski - Niestety zanim dopłynąłem do Ameryki, a lubię sport, ktoś wystrzelał prawie wszystkich Indian. Było mi smutno, ale Ameryka podała mi pomocna dłoń zostałem pucybutem, później milionerem, gdzieś pomiędzy złodziejem, bo pierwszy milion musiałem ukraść. Poczułem, że przeszedłem na ciemną stronę mocy, ale wtedy w moim życiu pojawił się on Guru. Powiedział, żebym złożył mu ten milion w ofierze, a on powie mi jaka droga prowadzi do zbawienia. Zrobiłem jak powiedział i wtedy on rzekł do mnie...
(wychodzi Guru)
Guru - Maj san, zdejmij buty, zdejmij skarpetki i biegaj po lesie.
(schodzi)
Kołalski - W szpitalu długo myślałem. Doszedłem do wniosku, że wszystkie lasy są takie same. Dostałem też kartkę od ojca, pisał...
(wychodzi Ojciec, bazgrze coś na kartce)
Ojciec - Chciałbym znów miętosić twój słodki tyłeczek.
(schodzi)
Kołalsky - Pomylił adresy, mój i kochanki, ale zanim się o tym dowiedziałem wstąpiłem do Korespondencyjnego Stowarzyszenie Synów Korespondencyjnie Molestowanych Przez Ojców. Zmieniłem tez szpital , w tym nowym zaczęto mi podawać zupełnie nowe leki. To wtedy właśnie z ekranu telewizora umieszczonego w szpitalnej świetlicy przemówił do mnie detektyw Kojak...
(wychodzi dedektyw Kojak)
Kojak - Zostań detektywem, tylko tak możesz przejść na jasną stronę mocy, Luc.
(schodzi)
Kołalsky - Bo takie jest moje imię - Luc. Cóż, zostałem detektywem.
Rozwiązałem każdą sprawę, jaką tylko można sobie wyobrazić. Ostatnio z nudów rozwiązałem sprawę zabójstwa Juliusza Cezara (pokazuje na widza) Zabiłeś Ty. (z wyraźną satysfakcją) Żart, zabił Brutus. Ale wszystkie żarty kiedyś się kończą. Bez kolejnych spraw, moje życie straciło sens. Zupełnie nie wiem, co mam z nim teraz zrobić... (Kołalsky duma chwilę, po czym zdejmując buty zbiega)


Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Zakłady Przetwórstwa mięsnego w Grudziądzu są super".


__________________________________________________



Skecz "Ach, ta skandynawska dekadencja - dramat"

Gunar i Sven - skandynawscy dekadenci, znudzeni i zblazowani.
Frida i Greta - małżonki : kobieta - wieszak i kobieta - kura.
(wszystkie kwestie mówione przesadnie teatralnie)

(Na scenę wchodzą aktorzy, rozgrzewają się, ćwiczą gesty, które będą wykorzystywali w trakcie dramatu. Ustawiają się w nieruchomej pozie. Kobieta - wieszak, z tyłu sceny - pozostaje nieruchoma do końca dramatu)

Głos z off`u - Kabaret hlynur zaprasza na dramat "Ach ta skandynawska dekadencja. Dramat"
Gunar - Nuda, Svenie, nuda.
Sven - Nuda.
Gunar - A ona wciąż tu stoi. (pokazuje na kobietę-wieszak)
Sven - Tak, Frida twoja żona i artystka udająca drewniany wieszak zarazem. Personalizm użytkowy - artysta jako sprzęt domowy i artysta zarazem... Karmisz ją?
Gunar - Nie, tylko czasem psikam Pronto, żeby się błyszczała! O! Idzie twoja Greta! (pojawia się kobieta kura) Behawioryzm animalistyczny, specjalność – drób. Artysta jako zwierze domowe i zarazem... i zarazem. (kura się krząta, Sven się kładzie i zaczyna sobie kręcić palcem włosy) Svenie, co robisz?
Sven - Znów mam atak północnej melancholii, kręcę sobie z włosów roga wikinga.
(Gunar pogrąża się w zadumie, po chwili wstaje)
Gunar - Svenie, potrzebujemy czynu! Wyrwijmy się z bagna marazmu!! Zróbmy coś na prawdę strasznego!!! Morderstwo!!!! (Greta na prawdę głośno gdacze, Gunar spogląda na nią) Svenie, przyjacielu, lubisz rosół?
Sven - Lubię, ale zarazem nam się nic nie chce.
Gunar - A jeżeli to ona nas zaatakuje, wtedy będziemy musieli zadziałać w samoobronie! Karmisz ja ziarnem?(Sven przytakuje) Daj trochę. (z nasypanym na rękę ziarnem) Cip!Cip! (kura zaczyna zdziobywać ziarno z ręki) Ała, Svenie twoja żona chcę oddziobać mi rękę!! Chyba chce mnie zadziobać na śmierć!!! Cos mi się zdaje, że będę musiał zadziałać w samoobronie. (z lekkim oporem wali ją czymś tam pozbawiając życia) Sory, Svenie, sory, ale widziałeś że mnie zaatakowała. Chyba dostała szału. Może najadła się ziarna ze sporyszem czy coś.
Sven - Ok. Uspokój się już Gunarze, uspokój. (ściszonym głosem) Ty faktycznie jakoś mi lepiej. (niby niechcąco kopie martwą małżonkę) Ty wiesz, zimno tu trochę, może byśmy dorzucili do pieca. (porozumiewawczy wzrok i już idą w kierunku kobiety wieszaka - blackout)

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Zakłady Przetwórstwa mięsnego w Grudziądzu są super".


__________________________________________________



Skecz "Reklama"


A teraz czas na reklamę.
(wychodzi p. Mietek)
Mietek - Serwus. Jestem Mietek i jestem rzeźnikiem miesiąca w naszych zakładach. Musicie wiedzieć, że my sprzedajemy tylko uśmiechnięte mięso. Co to znaczy? Zanim pozbawię życia któregoś ze zwierzątek, opowiadam mu kawał. Aniu...
(wychodzi p. Ania )
Ania - Serwus. Nazywam się Ania. Jestem vice - dyrektorem naszych zakładów. Mięso może pełnić w naszym życiu funkcję nie tylko spożywczą. Opowie nam o tym nasz przyjaciel - Kurczaczek Figielek. Figielku.
(Mietek wyjmuje Kurczaczka i gada "śmiesznym" głosem)
Kurczaczek - Serwus. Zanim będę mógł pofiglować w waszej kuchni, możecie mnie dać do zabawy swoim dzieciom. Mogą się mną bawić w syfa lub zakładać na głowę jako taką śmieszną czapkę.
Ania - Kurczaczku, czy masz jakieś życzenie?
Kurczaczek - Ostatnie? (wszyscy się śmieją). Chciałbym zobaczyć skecz o skandynawach.
Ania - Zobaczyć? Figielku, przecież nie masz głowy! (wszyscy się śmieją).
Mietek (wyrzuca Figielka w kulisę) - Ile radości z tym mięsem!
Ania - Niech ta radość zagości w państwa domach.
Razem - Skecz o Skandynawach. Serwus.

Tekst: Michał Zenkner
Skecz pochodzi z programu "Zakłady Przetwórstwa mięsnego w Grudziądzu są super".




dodatki ?

kabaret hlynur © 2006 hlynur.pl / ewa@hlynur.pl